Zwykły dzień…

Niby taki zwykły dzień a taki niezwykły. Michaś w dobrym humorze, apetyt dopisuje choć jest wybredny. Trafiliśmy do szpitala w nieodpowiednim momencie dla jego kubków smakowych. Gdy już skończył rok, powoli zaczynał jeść wszystko i nawet nieźle mu szło. Ale nie zdążył spróbować jeszcze wielu rzeczy, a potem chemia, brak apetytu… Chemia zmienia posmak w buzi, starsze dzieci mówiły, że mają uczucie metalu i stąd brak łaknienia.
Michałek przez pierwsze dwie chemie nawet ładnie jadł ale jak już dostał trzecią to wszystko się zmieniło. Z racji, że chemię przyjmował co 10 dni licząc od pierwszego dnia , czyli 1 i 2 dzień chemia a potem 24 godzinne płukanie kroplówką, żeby usunąć chemię z jego organizmu ,miał 7 dni wolnego. Ale co to było za wolne, skoro chemia działała i tak przez kolejne 7 :( Bywało tak, że Michałek jadł tylko mleko przez cały tydzień i to tylko w nocy, na nic innego nie chciał spojrzeć, natychmiast odwracał głowę jak mu coś chciałam zaproponować. A gdy jadłam ja, to wtedy udawał, że mnie nie widzi, żebym przypadkiem nie wyciągnęła do niego ręki z jedzeniem. Cwaniak mały…
Teraz gdy jesteśmy w domu, to postanowiłam wziąć się za niego. Jest kolejny powód dlaczego nasz Michałek jest Małym Wielkim Bohaterem… Chyba nie każdy z Was wypiłby sok z surowych buraków (oczywiście posłodzony i z jakimś owocem- sadystką nie jestem- ale mimo wszystko to jest sok z buraków (!))… A on pije, i choć mnie skręca jak to widzę bo doskonale znam ten smak, to on nie ma nic przeciwko tylko trzeba go dobrze zająć.
On chyba wie, że musi zdrowo jeść bo idzie na WOJNĘ, a tam nie będzie przelewek. Tyle bitew już wygrał to i ten ostatni pojedynek musi zwyciężyć !!!
Z ciekawości zrobiliśmy ostatnio morfologię krwi, i już niewiele mu brakuje do wyników zdrowego dziecka. Jak już pewnie osiągnie taki stan, to znowu coś mu w tym przeszkodzi, tym razem  poważniejszy rywal- chemia wysokodawkowa….

Wspólnie z Michałkiem, postanowiliśmy się wziąć dziś za porządki. Trzeba trochę ogarnąć mieszkanie zanim wyjedziemy. Niestety musieliśmy zacząć od choinki, nie chcemy po powrocie jej oglądać bo będzie nam ona przypominała o dłuuuugim pobycie w szpitalu. Michałek nawet mi pomagał, o ile można nazwać to pomaganiem. Zdejmował bombki z choinki ale… bez haczyków i metalowych wpinek do których przyczepia się haczyki. Musiałam ich potem szukać, co wydłużyło nam pracę o jakieś 30 minut. Następnie Michałek wziął swój ulubiony sprzęt czyli odkurzacz i zaczął odkurzać. Robi to od dawna i jest w tym naprawdę dobry. Próbowałam go oszukać i zmniejszałam obroty, żeby nic się nie stało jak do końcówki odkurzacza przyczepił się „przypadkiem” dywan albo firanka (!) ale Michał od razu to wyczuł. Wiedział, że coś jest nie tak. Po prostu za mało nim rzucało gdy podnosił rurę aby zmienić miejsce do odkurzenia. Taki mały a lubi takie ekstremalne warunki. Próbował też szczęścia zsuwając się z pufy na podłogę… głową oczywiście, bo nogami to już dawno mu nie sprawia przyjemności. W końcu padł zmęczony i sobie słodko śpi :-)

Poniżej zamieszczam zdjęcia z  serii „Wielkie sprzątanie” część I.
IMG_1243

Michałek tak bardzo chciał zaimponować mamie, że nawet ścianę postanowił odkurzyć:
IMG_1248

Życzymy Wam wszystkim udanych porządków! Jak ktoś będzie potrzebował pomocy w rozbieraniu choinki, to Michałek służy pomocą!

Prosimy, udostępnij dalej!

Jedna myśl nt. „Zwykły dzień…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.