Trzy zastrzyki za nami…

Od poniedziałku Misichaś dostaje ostatnią serię zastrzyków. Już trzy za nami, pozostało jeszcze siedem.
Płacz przy nich okropny, chyba cały szpital słyszy ten żal. Ale jest coś, co sprawia, że Misiek szybko się uspokaja… Nauczył się odklejać „skrzydełka” z plasterków, zaraz po zastrzyku daję mu do ręki plaster i tak się skupia, że zapomina o tym, że przed chwilą jeszcze płakał.

Gorączka pojawiła się jeszcze w poniedziałek, bez leków przeciwgorączkowych nie jesteśmy w stanie funkcjonować ;(

Podróż do Greifswaldu jak zawsze minęła nam dużo szybciej niż droga powrotna, choć czas podróży mniej więcej jest taki sam. Większość drogi siedzimy razem spięci pasami, niestety fotelik na dłuższą trasę nie jest tak wygodny jak mama. Zawsze gdy Michał chce iść do mnie na kolana, tłumaczę mu, że nie mogę go wziąć bo jak pan policjant nas złapie to będziemy musieli zapłacić dużo pieniążków i nie będziemy mieli wtedy pieniędzy na benzynę i nie będziemy mogli jeździć do babci i dziadzia. Czasem to działa, ale czasem już nie wystarcza…
Misiek zamęcza mnie swoimi prośbami, żeby go wyjąć i gdy w końcu go wezmę to zawsze mówi: „Nie ma pan (nie ma pana policjanta (i tu uśmiecha się najcudowniej jak potrafi ;)), nie ma „tititi” (czyli pan policjant nie pogrozi palcem), „bruuummm o dziadzia dym” (mamo nie ściemniaj, na pewno pojedziemy do dziadzia zobaczyć jak pali się w kominku). Ostatnio dziadzia nie było, tak mu utkwiło to w pamięci, że najpierw mówi, że „bruum o dzidzia dym” a po chwili „nie dziadzia, (d)o baby dym”…

Do tego wszystko zaczyna się bawić „na niby”. Wymyśla sobie, że ma w ręce kotka, pokazuje go wszystkim, całuje, głaska a gdy mu się znudzi to udawanie oddaje go w moje ręce i patrzy co ja będę z nim robiła. Często wtedy wyrzucam go gdzies daleko, a Michał biegnie na koniec pokoju i przynosi mi go z powrotem… Czasem taka (męcząca) zabawa trwa nawet godzinę. Ostatnio ubzdurał sobie, że ma telefon i wykręca numer, mówi do kogo zadzwonił i przekazuje mi słuchawkę. A ja muszę opowiadać, co się danego dnia zdarzyło i co robiliśmy. Jak rozmowa trwa za krótko, to dzwoni jeszcze raz sugerując, że nie powiedziałam jeszcze wszystkiego. Dziś w drodze powrotnej z kliniki obdzwoniliśmy całą rodzinę, czułam się jakbym naprawdę spędziła ten czas na prawdziwej rozmowie. Po powrocie do domu nie miałam ochoty już z nikim rozmawiać :)

Prosimy, udostępnij dalej!

5 myśli nt. „Trzy zastrzyki za nami…

  1. Monika

    To jest naprawde fajny okres, jak dzieciaki sie ucza mowic I jaka maja wobraznie. Ale odetchniecie juz po skonczeniu tej terapii I wreszcie Michas bedzie mial beztroskie dziecinstwo ! Calusy

    Odpowiedz
  2. Lena

    Uśmiałam się niesamowicie :) Słownictwo Misia jest fajniutkie …. Już nie moge się doczekać, kiedy mój synek zacznie wyczyniac takie rzeczy :) Jest o rok młodszy od Michałka, więc wszystko przede mną :)
    Trzymam kciuki, ża końcóweczkę.. Wracajcie szczęśliwie do domku!

    Odpowiedz
  3. Asia Lisewska

    Madziula, gdy tak piszesz o Misiu, to normalnie, jakbym o Oliwce czytała. Nasza podróż do Tubingen też zawsze jest o wiele za długa (co robić przez 14 godzin w samochodzie?!)…i Oliwia wtedy też woła: „mamo, chcę do Ciebie na kolanka!” Madziu, moje tłumaczenia są identyczne, jak Twoje! Ah, ten „pan policjant”! ;-) Czy to wolno tak dzieci straszyć? ;)
    Miśka też jest na etapie „na niby”. Nasza najśmieszniejsza historia (chociaż mało przyjemna) jest związana z tym, jak Oliwka uderzyła swoją starszą kuzynkę. Kiedy zapytałam: „Oliwko, dlaczego uderzyłaś Emilkę?”, odpowiedziała: „ja tylko tak na niby!” ;))))

    Dużo buziaków dla Was, trzymajcie się dzielnie! Niech nasza podstrzelona ciocia Ola dba tam o Was! ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.