Powrót

W końcu wróciliśmy z Krakowa. Wczoraj zostaliśmy przyjęci na oddział a dziś od 2 w nocy Michaś musiał być na czczo do badania tomograficznego w znieczuleniu ogólnym. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać na badanie, o 9:30 Michaś był już po wszystkim. Trochę był otępiony po wybudzeniu z narkozy, ale szybko doszedł do siebie. Miał tyle energii, że sala była za mała na jego szaleństwa, więc przenieśliśmy się na korytarz. 
Teraz czekamy na wyniki badań, mają być koło środy. Stres nas nie opuszcza, wyniki pokażą czy choroba nie powróciła…
Niestety znowu spadły Michałkowi leukocyty :(  Myśleliśmy, że już będą tylko rosły, ale niestety jeszcze za wcześnie by tak było. 

Chciałabym podzielić się z Wami pewną historią 9 letniego chłopca, którego rodziców poznałam podczas pobytu na oddziale przeszczepowym.
Igor ma 9 lat, choruje ( może raczej powinnam powiedzieć chorował…??) na białaczkę. Mimo intensywnego leczenia nie uzyskano remisji (Używanie pojęcia remisja jest konieczne w przypadku chorób i zaburzeń w których nie można zdefiniować wprost co oznacza „wyleczenie”, a co jest wskaźnikiem „braku choroby”, źródło wikipedia)Jedyną szansą na wyleczenie był przeszczep szpiku… Czyli najpierw megachemioterapia, która ma zniszczyć doszczętnie szpik a później przetoczenie komórek macierzystych od obcego dawcy (dla porównania Michaś miał autoprzeszczep, czyli sam był sobie dawcą, ponieważ efektem ubocznym, w jego przypadku, działania chemii wysokodawkowanej jest zniszczenie szpiku).
Z mamą oraz tatą Igorka spotykałam się właściwie codziennie. Igorowi dawano TYLKO 3% szans na wyleczenie… Przeszczep był ich poważną decyzją, wiele lekarzy odradzało im tej próby, przekonywano ich, że dziecko będzie umierało w straszliwych mękach a tak to powoli będzie umierał…ale oni musieli spróbować. Mariusz, bo od wczoraj jesteśmy na „ty”, od samego początku powtarzał, że wszystko w rękach Boga i że głęboko wierzą, że wszystko się uda, przeszczep się przyjmie i nie może być inaczej!
Musze przyznać, że mówił to z taką wiarą i przekonaniem, że ja mu w to uwierzyłam kompletnie zapominając o tym, że Igor ma (statystycznie) 3% szans …Tata zachowywał się i mówił, jakby to było oczywiste, że wszystko się powiedzie…
Gdy wychodziliśmy do domku, Igor był kilka dni po przeszczepie szpiku, pojawiały się gorączki przez kilka dni pod rząd nie wiadomo skąd, brak apetytu, zapalenie śluzówek, cały czas zmieniano antybiotyk bo gorączka nie spadała… Generalnie nie wyglądało to dobrze. Ale Mariusz cały czas powtarzał ze spokojem „wierzę w to, że wszystko się uda”…
Wczoraj spotkałam tatusia Igora. Gdy szłam korytarzem przeszłam tuż obok, nie poznałam go. Rozmawiał z kimś i był obrócony plecami. Znajomy głos sprawił, że obróciłam się. Wiedziałam już, że ten głos znam z oddziału przeszczepowego. Mariusz przekazał mi niewiarygodne informacje… Igor czuje się bardzo dobrze, szpik się przyjął i rozpoczął produkcję składników krwi, powikłania poprzeszczepienne są ale jest ich bardzo niewiele… Jakby nie złapał wirusa, zapewne Święta  Wielkanocne spędziliby razem w domu…
Ciężko mi było powstrzymać wzruszenie, gdy to wszystko usłyszałam… Białaczka opanowana, a w szpiku (białaczka to choroba szpiku) utrzymuje się remisja!!
Mariusz wczoraj wiele razy powtórzył, że zdaje sobie sprawę, że jeszcze przez 5 lat będą się bali o ich dziecko. Tyle potrzeba czasu by lekarz mógł powiedzieć, że dziecko jest zdrowe.
Mariusz cały czas jest przekonany, że Igorek wyzdrowieje… Uważa, że ta cała sytuacja to jest CUD BOSKI a ja wierzę, że dzięki tej wierze -w Boga i wyzdrowienie swojego syna- którą  ma w sobie, ta choroba jest już przeszłością….
Jak tylko zakończyłam rozmowę z Mariuszem, podjęłam decyzję, że opowiem Wam tą historię. Brakuje mi słów by opisać to co czuję, gdy Wam o tym piszę… Ta cała sytuacja przede wszystkim pokazuje, że wiara czyni cuda oraz że warto walczyć do końca…
Wśród nas jest tyle osób, które potrzebują pomocy. Ich rodziny walczą i tak my- rodzice Michałka, jak rodzice Igorka… i chcą walczyć do końca… Niestety często te osoby same nie dadzą sobie rady i potrzebują naszej pomocy. Nie pozostańmy obojętni na ich apel o pomoc, tak jak nie pozostaliście obojętni na nasz apel !!!!!!

Chciałabym przedstawić Wam Anię, szpitalną koleżankę Michałka. Ania oraz jej mama są pierwszymi osobami, które poznałam gdy trafiliśmy na oddział onkologii i hematologii dziecięcej w Krakowie. Tutaj możecie dowiedzieć się więcej o jej chorobie oraz na co potrzebują pieniądze: 
http://www.fundacjawalkizrakiem.pl/108,a,ania-rutka.htm

A tu kolejni mali wielcy bohaterowie walczący z neuroblastomą, którzy również chcieliby wyjechać na leczenie przeciwciałami, ale niestety nie stać ich by z własnej kieszeni opłacić pokryć koszty leczenia
http://oskarek-wojcieszek.blogspot.com/
http://alicjakosmala.blogspot.com/

Na koniec zamieszczam zdjęcia szalejącego Michałka 
WP_000665

 

WP_000668

Prosimy, udostępnij dalej!

11 myśli nt. „Powrót

  1. J&F

    I dlatego właśnie jesteśmy pewni i przekonani do końca, że Misio będzie zdrów jak rybka ! :)))
    Bo innej opcji nie ma. I tyle :)

    Odpowiedz
  2. Monika

    Pani Magdo, wszystko bedzie dobrze, o wyniki prosze sie nie martwic, macie to zalatwione u mojej mamy, ktora sie mocno za wami tam u gory wstawia:)
    Chcialabym tez podziekowac za ten wpis o innych dzieciach I historiach rodzin I jesli moglabym cos podpowiedziec, to warto do tych zbiorek dodac mozliwosc przelewu PayPalem z zagranicy, bo wbrew przekonaniom, wcale nie tak latwo przekazac pieniazki w inny sposob; tzn jest wiecej zachodu, co moze zniechecac. Moze rozmawiajac z tymi rodzinami moglaby Pani zasugerowac.

    A Misiu wyglada bosko!!

    Odpowiedz
  3. Dorota

    Magdo, juz wychodzilam z siebie, tak strasznie intensywnie myslalam o Was, o Misiu. Cudne zdjecia- NYGUS mały:)))). Piekna historia i Wasza „bajka” tez bedzie miała szczesliwe zakonczenie, bo Wasza wiara i nasza wiara góry moze przeniesc! Wciaz mocno trzymam kciuki za wyniki! Ja tak jak napisała Monika też tam na górze mam wsparcie, moj tata z pewnoscia nie zawiedzie:) Caluski dla Minia:***
    ps. Bede pomagac małym walczącym bohaterom – to jeden z moich celow w zyciu…

    Odpowiedz
  4. Gaaa

    Ciągle odwiedzałam waszą stronę, nie mogłam się doczekać na nowy wpis :)
    Historie tak bezbronnych, chorych dzieci są naprawde wzruszające… Rodzice chorych dzieci często zadają sobie pytanie ‚dlaczego właśnie nas spotkał taki los?’ – widocznie tak miało byś, jednak dzięki wierze w wyzdrowienie, modlitwie oraz pieniążkom da się pokonać te choroby.
    Wierzymy, że Michaś oraz Igor są już zdrowi !. a reszcie rodzicom chorych dzieci uda się zdobyć środki finansowe na ich wyleczenie.
    Pani Magdo, dziękujemy za wpisy i gdy to możliwe, gdy czas Pani pozwoli prosimy o jeszcze :)

    Odpowiedz
  5. anonim

    Michaś super zdjęcia .Zachęcam do przeczytania świadectwa kobiety uzdrowionej z raka węzłów wystarczy wpisać Pustelnia Ducha Świętego -spotkani otwarte, w przyszłą sobotę będzie Msza i można słuchać dużo jest uzdrowień przez internet warto się przekonać i innym poleć pozdrawiam.

    Odpowiedz
  6. agnieszka

    Droga Magdo,ten szpital a zwłaszcza ten oddział to ogromna szkoła pokory wobec Boga.Podziwiam Twoją wiarę i siłę charakteru.Swoją postawą dajesz nam cudowny wzór do naśladowania jak kochać i jak wierzyć.Pozdrawiam.
    P.S. 1.06.2013 w kościele bł.Karoliny w Tychach odbędzie się Tyski Wieczór Uwielbienia.Poprzedni był w lutym,byłam i modliłam się za Michała i wierzę że Bóg mnie wysłuchał.W czerwcu też będę tam dla Miśka.

    Odpowiedz
  7. ala

    Jakbym chciała zeby takich chorych dzieci nie było :(serce sie sciska a człowiek dopiero wtedy docenia jaki skarb ma w domu dziecko i to zdrowe .Mali bohaterowie ,niejeden dorosły nie zniósłby tyle bólu i cierpienia .To cudownie że Wy w takich momencie potraficie wciąz mysleć o innych ,jestem pełna szacunku dla Was .Czekam z niecierpliwoscią na wyniki badań Michasia .Oj! jakos tak smutno mi …. tyle chorych dzieci …. .To niesprawiedliwe.

    Odpowiedz
  8. Dorota

    Madziu, jak przeczytałam Twój ostatni wpis, przypomniała mi się nasza historia: też nic się nie układało, chemia nie działała, lekarze nie mieli pomysłu, co zrobić z naszym Jasiem. A jednak u nas nastąpił cud, w co głęboko wierzę, i będę to zawsze powtarzać i dziś mam nadzieję, że najgorsze za nami ( choć, jak każda mama dziecka z ‚jedynki’, czasami czuję strach przed jutrem). Pozdrawiamy Was serdecznie, szczególnie dzielnego Michałka.

    Odpowiedz
  9. Marcin

    Czytając to co Pani napisała czuje się niesamowitą radość a co dopiero być jej świadkiem. Życie jest pełne cudów, ale musimy pamiętać o tym aby za nie dziękować w każdej chwili kiedy tylko o tym pomyślimy.
    Pamiętam jedną modlitwę w szzególny sposób, byłem na Mszy Św. o uzdrowienie duchowe i fizyczne
    http://www.se.neteasy.pl/kalendarz-mszy-sw-o-uzdrowienie
    a wieczorem o 22:00 odmówiłem Koronkę do Miłosierdzia Bożego ( poczułem coś wyjątkowego wewnętrzną radość i dreszcze emocji, nie wiedziałem dlaczego. Po modlitwie postanowiłem przeczytać wpis na stronie Michałka i okazało się, że dzieki Pani Bogu Michasia leukocyty wystrzeliły w górę.
    Kilka dni temu ponownie byłem na takiej Mszy i stał się kolejny uzdrowienia tym razem mnie ze strasznego bólu pleców. Był tak silny że nie mogłem w pierwszej chwili się poruszać.
    Jeśli ktoś z Was mieszka niedaleko miejsca w jakim odprawiana jest taka Msza to polecam
    Przeżyjecie niesamowite spotkanie z Panem Bogiem i Jego Miłosierdziem

    Odpowiedz
  10. anonim

    Właśnie byłam na czuwaniu nocnym w Jarosławiu było bardzo dużo ludzi. Polecam rekolekcje o.Bashobory na DOBRYCH MEDIACH(( internetowa telewizja) 1-3 marca były w Koszalinie jest 8 płyt mam ich i polecam POZDRAWIAM,chciałabym aby się ktoś odezwał jak oglądnie te rekolekcje.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.