megachemia dzień drugi

Michałek ma już za sobą 5 dawek, jutro o 12 będzie już połowa z tego co zaplanowane. Tak jak tatuś wcześniej napisał, Michałek czuje się dobrze. Apetyt mu dopisuje, humor też z przerwami na złości. Generalnie zachowuje się normalnie, nawet nie protestuje i połyka leki które co chwilę przynoszą nam pielęgniarki.
Gdy w poniedziałek pani pielęgniarka przyniosła mi strzykawkę z rozpuszczoną tabletką –chemią, serce zaczęło mi bić dwa razy szybciej a ręce zaczęły się trząść. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak miałam. Pierwszą dawkę dałam ja, pielęgniarka zostawiła strzykawkę i wyszła.
Miałam mętlik w głowie, tysiąc myśli… I pytanie: czy to jest na pewno potrzebne? Przez chwilę myślałam o tym co mogę zrobić aby to wszystko ominąć, co zrobić, by uciec do domu i nie dawać Michałkowi tej tabletki… Najgorsza jest świadomość, że Michałek nam tak bardzo ufa. Wie, że przy nas jest bezpieczny i nic mu się złego nie stanie.  A ja… a ja właśnie z tą świadomością miałam mu podać lek. Lek po którym z każdym kolejnym dniem będzie się czuł coraz gorzej, będzie coraz słabszy, rozdrażniony… W najbliższych dniach a nawet godzinach dostanie zapalenia jamy ustnej, co będzie bardzo bolesne, do tego stopnia, że ulgę przyniesie mu jedynie morfina.
Michałek nie protestuje, ma miłe wspomnienia z lekami ze strzykawek, nawet nie odwraca głowy kiedy przybliżam strzykawkę. Dziś gdy już podałam całość, a było tego niewiele, Michałek odwrócił się i uśmiechnął, jakby swoim wyrazem twarzy chciał powiedzieć „mamo zjadłem wszystko, cieszysz się?”

Znam to, robił tak często, gdy pił soki z marchwi, jabłek… Tylko wtedy, ten uśmiech potrafiłam odwzajemnić, a dziś? Nie mogłam…
Z relacji pielęgniarek wynika, że noc minęła dobrze. Michałek bez problemu przyjmuje leki również w nocy i nad ranem. Tabletka jest rozpuszczana w glukozie, dlatego chętnie ją połyka. A potem idzie dalej spać i czeka na mamę lub tatę…

Prosimy, udostępnij dalej!

19 myśli nt. „megachemia dzień drugi

  1. Beata

    Pani Magdo przejdziecie przez to wszystko razem, a potem bedzie juz tylko lepiej! Michałek wyzdrowieje ja tak bardzo mocno w to wierze!!! Prosze sie trzymac,myslami z Pania jestesmy

    Odpowiedz
  2. Ania

    Pania Madziu jest Pani bardzo dzielna. Z bólem w sercu, ale robi pani dla niego to co konieczne Mysle, ze lekarze wiedza co robia i dlatego ta megachemia ale Michałek czuje sie dobrze zaraz minie połowa a pózniej koniec tego etapu Pani Madziu wszystko zmierza w dobrym kierunku a Pani jest dla Michałka najlepsza mama na swiecie, mama ktora dla swojego Bohatera zrobi wszystko co konieczne… Pani Madziu będize dobrze

    Odpowiedz
  3. Remi

    Każda wiadomość powoduje u mnie uścisk w sercu… Głęboko wierzę w to, że wszystko będzie dobrze. Czytając te wiadomości mam wrażenie, że MIchaś ma więcej siły niż my – dorośli wszyscy razem wzięci. Ale to dobrze!! Niech ma tej siły jak najwięcej i niech przejdzie przez tą megachemię jak gdyby nigdy nic! Wierzę w to, że wszystko będzie dobrze, chociaż pewnie najbliższe dni będą dla malucha bardzo ciężkie. Wy – rodzice też to wszystko przeżywacie, ale wiem, że będziecie dla Misia oparciem i pomocą. To tylko kilka dni! Potem autoprzeszczep, radioterapia i przygotowania do wyjazdu za granicę. Bo to że do wyjazdu dojdzie jest dla mnie absolutnie pewne.
    Ponowię tylko prośbę o chociaż jedno zdanie rano jak Misiowi upłynęła noc i jak czuje się rano.
    Pozdrawiam Was gorąco!!!

    Odpowiedz
  4. Ula

    Sercem, duchem,myślami…cały czas jestem z Wami!!!Jakże musi być Pani dumna z tego że ma Pani tak dzielnego synka! Mocno wierzę w niego i jego siłe!!!Ściskam mocno!

    Odpowiedz
  5. Magda i Max

    Kochani Rodzice, kochany Michałku. Każdy krok choć teraz prowadzi przez nierówne ścieżki kieruje ku najlepszemu, ku zdrowiu. Oczywiście, że jest ciężko każdej matce podawać dzieciom coś co wiemy, że może powodować konsekwencje, ale jednak leczy. Tobie Kochana jest najtrudniej, bo jako dorosła wiesz jakie konsekwencje może nieść ten „lek”. Dzieci mają większy spokój serca. Świadomość, że Michałek zaraz przez to przebrnie niech utrzymuje Was w spokoju. Jesteście pod opieką specjalistów oni nie dopuszczą do cierpienia Misia. Jeśli przyjdzie ból to go odpędzą w ten czy inny sposób. Wszystko to będzie niczym za klika dni jak Misiu stanie na nogi bez choroby, po przyjętym przeszczepie, z uzdrowionym ciałem. Ten jego uśmiech do Was, do Ciebie, to uśmiech od Boga, On wie co robi. Czasem ciemną doliną ale ku światłu. Teraz Misiu wie, że będzie tylko lepiej. Tyle osób modli się za Was, za Misia, tyle ludzkich serc modli się do Matki Bożej o zdrowie, że należy już tylko spokojnie czekać w modlitwie, bo cud już się dzieje. Ściskamy mocno.

    Odpowiedz
  6. Iwona

    Michałek to dzielny Bohater. Jeszcze trochę musicie dać rade i już niedługo Misiu będzie z wami w domku zdrowy . trzymam kciuki za Was.

    Odpowiedz
  7. Beata

    Wszyscy trzymamy kciuki i modlimy się o zdrowie dla malca ale musimy też zrobić wszystko co w naszej mocy aby wyjazd do Niemiec nastąpił jak najszybciej.

    Odpowiedz
  8. Ola

    Kochani trzymajmy kciuki i módlmy się ale również musimy zacząć porządnie zbierać pieniądze na wyjazd do Niemiec, aby ta paskudna choroba opuściła Michałka na zawsze.

    Odpowiedz
  9. Ania K.

    Magdo, jestes silna!!! To dzieki naszemu Bogu Ojcu!! On ma Was pod „okiem”, nie opuszcza WAS!!! Mòdl sie zawsze!!! Magdo, wyobrazam sobie co przezywasz!!! Wiedz, ze my wszyscy jestesmy z Toba i z Twoim dzieckiem. Modlimy sie wszyscy razem i wierzymy, ze wszystko dojdzie do swojej normy. Madziu, sciskam Cie bardzo mocno i prosze ucaluj w czulko Misiaczka.

    Odpowiedz
  10. Marta i Oli

    Magdo badz nadal tak silna jak do tej pory a juz za pare dni bedzie po tym etapie ….Moge tylko domyslac sie co czujesz z kazdym kolejnym podaniem Michasiowi tabletki jednak pamietaj ze jestesmy zawsze z Wami i przejdziemy przez to razem …jest tu tyle wspanialych ludzi i kazdy modli sie za zdrowie Michasia , bedzie dobrze musi byc i wszyscy w to wierzymy a wiara zdziala Cuda .

    Odpowiedz
  11. bbb

    Przetrzymacie wszystko i będzie dobrze. Dbajcie o siebie, bo wszyscy musicie mieć siłę na każdy dzień zmagań. Pieniążkami nie ma się co martwić – wierzę mocno, że wszystko pójdzie jak należy i do czasu wyjazdu właściwa kwota będzie na koncie Michałka. Trzymamy kciuki za Was i pamiętamy w modlitwach.

    Odpowiedz
  12. Justyna

    Jestescie wspaniałymi rodzicami i bardzo mądrymi, Michał w tym wszystkim ma ogromne szczescie, że Was ma.
    Kocham jego usmiech :)
    Całusy!!

    Odpowiedz
  13. Magda SG

    Pani Magdo,
    Nie wiem na pewno, co Państwo teraz przeżywacie, ale rok temu, podając mojej wtedy niespełna 3-letniej córce pierwszą toksyczną tabletkę czułam się jak Lukrecja Borgia, jak trucicielka własnego dziecka, jakbym zamykała jej drogę do wszystkiego, do czego jest stworzona – do rodzicielstwa, do urody, do w pełni wykształconych zdrowych organów wewnętrznych. Co tydzień od tego czasu tak się czuję, zapytuję siebie, jaki jest cel i czy to jedyna droga. Ale proszę uwierzyć, że wyniki badań świadczą o racji naszego postępowania. Psycholog powiedziała mi następujące zdanie: obowiązek rodzica to zapewnić dziecku bezpieczeństwo, na każdej płaszczyźnie życia. A że droga jest ciernista – najważniejsze żeby jej koniec się wyłagodził. Medycyna idzie bardzo do przodu, okres, w którym Pani Synek będzie czuł dyskomfort to nikła kropelka wobec całego życia, jakie przed nim. Jeśli to Pani w jakikolwiek sposób pomoże – moja córka po koszmarze jaki przeżyła i przeżywa co dzień nie ma żadnych wspomnień, jej malutka główka wyparła wszystko co złe i jest dużo dzielniejsza ode mnie. I nigdy, przenigdy przy żadnym z wielu zabiegów, jakie przeszła, nie dała mi odczuć, że zawiodłam jej zaufanie. Ona wie, że te wszystkie igły i ból jest po to, żeby kiedyś ( pojęcie dla niej na razie abstrakcyjne) mogła być tancerką.
    Jeśli potrzebuje Pani rozmowy, milczenia, wsparcia psychicznego, bardzo proszę o kontakt. Trzymam za Was kciuki i WIEM, że i Wam i nam się uda, a kiedyś, na starość przy kominku dzisiejszy okres będzie tylko złym wspomnieniem.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Magdalena S.-G.

    Odpowiedz
  14. anna mama michałak

    Przeżywałam to samo co Ty… Koszmar jakiś… Dziś wiem że to jedyna słuszna droga. Widzę to w uśmiechu mojego synka, w słowach „kocham mamę” w przytulaskach. Nawet widzę to we łzach i buncie. Gdyby nie ta chemia mojego synka już by z nami nie było. Udało się-została blizna na brzuszku i jakaś skaza we mnie. Zmieniło się moje życie-czytam blogi choruszków, przeżywam, piszę swoje uwagi i przemyślenia. Tobie napiszę -tak trzymaj! bądź dumna z synka! Musisz mieć siłę i pokonać lęk, jesteś potrzebna dziecku. Michałek jest przy Tobie bezpieczny, ratujesz mu życie! Anna Mama Michałka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.