„Mama, tam nie! ”

Dziś już jest piątek i jesteśmy już po serii 5 zastrzyków z interleukiny. Misiu dopiero po 4 zastrzyku zaczął gorączkować (4 cykl- po 4 zastrzyku gorączka, jakaś zależność?), ale lekami szybko ją zbiliśmy.

Wczoraj odwiedziła nas dobra duszyczka ciocia „Oja” z wujkiem Lukasem. Misiu zdecydowanie jest już znudzony wyłącznym towarzystwem mamy stąd upodobał sobie ciocię i z nią robił wszystko to co do momentu jej przyjścia robił z mamą czyli malowanki, rysowanki, wycinanki. Oczywiście to mama (bądź ciocia) rysują, malują, wycinają a Michaś jedynie mówi co chce, jak duże, czy wyciąć, jak wyciąć (na okrągło, w kształcie kwadratu itd).

Najbardziej rozbawiła mnie jedna sytuacja… Z racji, że wujek Lukas nie mówi (od wczoraj już mówi) nic po polsku Misiek postanowił go nauczyć. Ile śmiechu było, gdy Michał nachylał się do Lukasa i wyraźnie i powoli mówił do niego celem powtórzenia : oko, dom, dym, co tam, jej (jeż), dzi (dzik) :)) Wujek oczywiście powtarzał bezbłędnie…

Już zapewne większość z Was, że Michał ma swoje fazy na jakieś różne przedmioty albo inne rzeczy (nie pytajcie skąd, po prostu tak ma ;))… Były koty, zegary, traktory (do tej pory jak idziemy do sklepu i chce żeby wybrał sobie jakieś zwierzątko do swojej nowej farmy, to sięga po traktor mimo, że ma ich już kilka), teraz ma fazę na cyfrę osiem (w wersji Michałka: ohim). Mimo, że te fazy to już przeszłość to bardzo chętnie do nich wraca, często je każe rysować. Wczoraj zaangażował do rysowania ciocię Olę, która świetnie wywiązała się ze swojego zadania (no z wyjątkiem kilku potknięć, trzeba było powtórzyć parę rysunków, ale to szczegół) i wujka… Lukasowi kazał narysować traktor no i wujek go narysował, ale Michałowi zdecydowanie się on nie spodobał. Zmarszczył brwi i od razu kazał Oli narysować nowy, ciocia przecież wie jaki on chce… W ten sposób zmarnowaliśmy kilkanaście kartek, stępiliśmy nożyczki i kredki, ale najlepsze było gdy szłam Michałka położyć spać. Michaś zaczął relacjonować wieczór. Oczywiście najważniejszym punktem było to, że wujek narysował brzydki (blee) traktor (wujek twierdzi, że to był nowy „dizajn” ale Michaś zdecydowanie woli klasyczne traktory :)) Dziś ponownie Michaś miał gości, z tym, że humor już był dużo gorszy niż wczoraj… Znowu ciocia rysowała, a gdy zapytałam czy wujek może coś narysować, powiedział zdecydowanym głosem „nie”…

Niestety te radosne nie trwają długo bo nie ma na nie zbyt wiele sił…
Michaś ogólnie czuje się słabo, dopiero wczoraj zagorączkował ale jest osłabiony już od pierwszego zastrzyku czyli od poniedziałku… Miałam nadzieję, że paniczny płacz przy zastrzyku minie ale mam wrażenie jakby było coraz gorzej. Nie wiem czy jest to związane, z tym, że wykonywała je nowa stażystka czy jest tego jeszcze inny powód…
Dziś rano gdy szliśmy do Kliniki, jak tylko Misiek zobaczył klinikę to rozpłakał się i powtarzał kilka razy „mama, tam nie”….
Kurcze, on już wszystko wie…. Wie, że to przez zastrzyki czuje się słaby, a płaczem oznajmia, jak bardzo jest mu źle…
A ja muszę wyłączyć odpowiedni guzik, pozostać głucha na wołanie własnego dziecka i jak zaprogramowany, pozbawiony empatii robot, dalej idę w stronę kliniki…

Prosimy, udostępnij dalej!

4 myśli nt. „„Mama, tam nie! ”

  1. Krzysztof

    Pani Magdo!
    Nie możesz się obwiniać, nawet w myślach. Robsz to dla dobra Michałka. Już niedługo to zrozumie, doceni i bardzo Ci podziękuje.
    Na tyle na ile możemy wspieramy Was modlitwą i myślą. Jesteście już na ostatniej prostej i widzicie metę. Jeszcze tylko kilka małych płotków.
    Krzysztof z rodziną

    Odpowiedz
  2. Magda

    Wierzę w te wszystkie targające Wami uczucia… :( Tak nad tym rozmyślałam i może to i dobrze, że w takich momentach człowiek się zaprogramowuje i robi to co musi, mimo iż wydaje mu się to nieludzkie. Inaczej nie dałoby rady unieść ogromu stresu i rozerwanego serca. Mam nadzieję, że po zakończeniu leczenia Michałkowi zatrą się w podświadomości te przykre doświadczenia.
    Uściski z Wrocławia :)

    Odpowiedz
  3. magda m

    Madziu, ja jestem z Kubą co najmniej raz w tygodniu na badaniach, jak tylko mamy wyjść z domu, słyszę” ja nie cie!”, a w okolicy szpitala już zbiera mi się na łzy gdy słyszę „ja nie cie na badania!”….nawet wyjście na spacer budzi w nim podejrzenia i boi się ze mną wychodzić już z domu….Setki zastrzyków, setki wkłuć, nie pamiętam dnia, żeby jego rączki nie były sine od tych cholernych igieł.
    A serce pęka, choć rozum mówi że MUSIMY……
    Tylko że dziecko myśli sercem, a matka serce swoje i dziecka musi po cichu zszywać każdej nocy z bólu.
    Trzymaj się dzielnie. Damy radę :)
    Paszczak ściska.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.