Domek, domek, domek,domek…

W czwartek opuściliśmy Greifswald. Na szczęście i tym razem obeszło się bez toczenia krwi choć hemoglobina nie jest zbyt rewelacyjna. Ale postaramy się na to jakoś zaradzić, o ile apetyt Miśka na to pozwoli. A z nim bywa różnie, czasem potrafi jeść coś cały dzień i co chwilę a czasem praktycznie nic… Kompletnie nie rozumiem od czego to zależy.
Misiek baaardzo szybko przywitał się ze swoimi zabawkami i zadomowił. Do tego stopnia, że nie chce wychodzić z domu na spacer :(
Ponadto Michaś strasznie tęskni za tatą, nie widział go już 3 (pełne!) tygodnie. Gdy przyjechaliśmy do domu z czwartku na piątek Michaś wbiegł do domu i mówi do mnie: „tata pi”, zaświeciłam światło Michaś patrzy i mówi: „o nie ma taty” i rozpłakał się bidulek. Na szczęście już jutro od samego rana będzie mógł cieszyć się obecnością tatusia. Ciężko patrzeć i słuchać jak dziecko tęskni, przy każdej zabawie pytał o tatę. A ja jestem ciekawa czy tato się powstrzyma i nie obudzi Miśka gdy wróci późno w nocy. Zobaczymy :)

Na zdjęciu poniżej Michaś pomaga pani pielęgniarce i przytrzymuje „słonika”
zdjęcie (1)

W drodze do domu…
zdjęcie 1

Prosimy, udostępnij dalej!

5 myśli nt. „Domek, domek, domek,domek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.