Buntuję się i staram się zrozumieć…

Kochani dojechaliśmy wczoraj przed 20 do Greifswaldu. Wszyscy mieliśmy już dość podróży, zwłaszcza w taki piękny słoneczny dzień. Dziś stawiliśmy się w Klinice, Misiu miał badania EEG oraz RTG. Potem pielęgniarka pobrała hektolitry krwi z broviaka i czekaliśmy na wyniki, a wtedy Michaś miał dostać zastrzyk, mieliśmy iść do domu i co dalej to już nasza decyzja… No właśnie MIELIŚMY…. W wywiadzie z lekarzem powiedziałam o wirusie „trzydniówce” Michałka. Na wizycie dowiedziała się o tym ordynatorka, i niestety oznajmiła nam, że w tym wypadku nie możemy rozpocząć kolejnego cyklu immunoterapii. Musimy ją przesunąć o tydzień i Michaś musi odpocząć…
Ta wiadomość zwaliła mnie z nóg, właściwie to cały czas nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam :(( Z pobytu 2,5 tygodniowego robi nam się 3,5 tygodnia. Niestety tym razem jesteśmy cały czas sami :(((

Strasznie ciężko mi się z tym pogodzić, Michaś w domu czuje się świetnie, nie jest marudny i płaczliwy, w przeciwieństwie do Greifswaldu. Nie czuje się tutaj bezpiecznie, wszystko wymusza płaczem i krzykiem. Źle sypia i w ogóle jest rozdrażniony….

A ja… A ja buntuję się, denerwuję i staram się znaleźć pozytywne strony przedłużonego wyjazdu… Póki co to ich nie widzę :( Wierzę, że nie ma przypadków i opóźnienie w terapii nie wpłynie negatywnie na stan zdrowia Michałka. Teraz sama muszę to jakoś przełknąć i pogodzić się z zaistniałą sytuacją:(

Prosimy, udostępnij dalej!

13 myśli nt. „Buntuję się i staram się zrozumieć…

  1. aga

    Mamo Magdo ty już tyle dziwgasz na swoich ramionach, że masz świete i usprawiedliwione prawo do buntu. Ale dzielna z Ciebie kobieta i dasz rade :) Zleci szybko, pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. Anonim

    pozdrawiam i pamiętam
    nic nie dzieje się bez przypadku
    wszystko ma swój sens
    mimo iż nam może to wydawać się jako bezsens
    ale ten bezsens też ma jakiś sens
    tylko szkoda że tego wszystkiego nie możemy znać czy też poznać wcześniej
    pozdrawiam i trzymajcie się mocno

    Odpowiedz
  3. Anna mama Michałka

    Pamiętaj że trzydniówka to choroba wirusowa, a wirusy bardzo wpływają na układ immunologiczny. Podanie immunoglobulin nie byłoby w tym wypadku dobre, mogłoby wywołać poważne komplikacje. Lepiej poczekać, naprawdę.

    Odpowiedz
  4. Monika

    Jak wczoraj przeczytalam o tej trzydniowce, to wlasnie skojarzylam, ze taka sama sytuacja przytrafila sie innemu dzieciaczkowi, ktoremu kibicuje I przez mysl mi przeszlo, ze I tak moze byc z Miskiem. Wiem, ze irytacja totalna, znowu zmiana planow itp, no ale lekarz to robi w interesie malucha, takze trzeba czekac. Moze tym razem Michas sie bardziej zaklimatyzuje, poprzednio to bylo zupelnie nowe miejsce.
    Pozdrawiam I trzymam kciuki

    Odpowiedz
  5. sasanka29

    Lepiej poczekać niż zrobić coś złego.Łatwo się pisze komuś kto stoi z boku ale pamiętaj że my tu wszyscy o was myślimy i modlimy się za.całą waszą trójkę.Trzymaj się dzielnie,myśl pozytywnie a napewno wydaży się coś miłego.

    Odpowiedz
  6. Magda

    Na pocieszenie powiem, że ja za tydzień idę z córką do szpitala na 3 tygodniową rehabilitację. Jestem przerażona ogromem czasu jaki musimy tam spędzić. W kwietniu byłyśmy zaledwie 3 dni i byłam tym wykończona, a co dopiero 3 tygodnie. Ale kiedy tylko nachodzą mnie narzekania i myśli, że będzie strasznie ciężko, to od razu myślę o Michałku, Mai, o Szymku (*), którzy tyle czasu spędzili w szpitalach, w bólu i niepewności… wtedy wiem, że nie mam prawa narzekać, że muszę się zebrać w sobie i z uśmiechem na ustach przejść to co trzeba, że po prostu muszę brać przykład z takich osób jak Wy, rodzice Michałka. I zrobić wszystko aby moja 4 letnia córeczka, mimo wszystko, przyjemnie spędziła tam czas.
    Rozumiem Pani uczucia, ale nie ma wyjścia. Lekarze wiedzą co robią i najwidoczniej tak trzeba. Na pewno coś sobie wymyślicie do roboty :)
    A Michałek z tą „grzywą” wygląda zabójczo… I te jego miny! ROZBRAJAJĄCE :) Tak trzymać :)

    Odpowiedz
  7. Magdalena Tryka

    Dziękuję za komentarze, niestety najgorsze jest to, że czasem pod długim długim czasie dowiaduję się (albo i nie) dlaczego coś się zdarzyło…. Wiem, że lekarze chcą tego co najlepsze dla dziecka, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Raczej zastanawia mnie sam fakt wirusa… Równie dobrze mógłby go nie mieć ( w szpitalach jest ogrom tego wirusa, mimo że zwykle pojawiał się on jesienią i wiosną, więc wyjątkiem nie jesteśmy). Najwyraźniej jest jakiś powód, a Opatrzność czuwa nad nami… Jak kiedyś rozkminię dlaczego tak się stało to napiszę…. Czasem to trwa i kilka lat, wtedy zaczynam rozumieć dlaczego kiedyś kiedyś tam, wydarzyło się to czy tamto… Odkąd usłyszałam o tym, że nie ma przypadków tylko są znaki, sama badam prawdziwość tego powiedzenia… Muszę przyznać, że to prawda, choć wielu sytuacji wciąż nie rozumiem…

    Odpowiedz
  8. sasanka29

    Również mogłaś o tym fakcie nie wspominać i zacząć wszystko zgodnie z planem ale czy kiedyś,gdyby coś poszło źle i terapia nie przynosiłaby porządanych efektów nie miałabyś do siebie żalu że to TYLKO jeden tydzień więcej w całym wasxym wspólnym życiu.Tyle już za wami,tyle wytrwaliście dacie radę i teraz.Wierzę w ciebie i twój silny charakter :)głowa do góry.

    Odpowiedz
  9. Agnieszka K

    Pani Madziumiesiac temu mój półtoraroczny synek miał trzydniowke. To ze to była trzydniowka dowiedziałam się dopiero gdy dostal bardzo obfitej wysypki na koniec choroby. Miał bardzo wysoką gorączkę i tak do końca lekarz nie był pewien co mu jest. Kazał wiec zrobić badania żeby wykluczyć infekcje wirusowa. Gdy zobaczyłam jak niski poziom leukocytów ma synek dopiero dotarło do mnie jak bardzo choroby wirusowe obniżają odporność. Dlatego nie ma co się zloscic, lekarze wiedza co robia. To wszystko dla dobra tego malucha. Glowa do góry, dacie rade jak zwykle zreszta;)

    Odpowiedz
  10. asia b

    A czasem trzeba sie pozloscic i dac sobie do tego prawo a ty dzielna mamo masz tego prawa wiecej niz ktos inny czasem argumenty racjonalne nie trafiaja od razu choc je popieramy i rozumuemy to od glowy do serca dluga droga. Czasem mowie rozumowo to pojmuje emocjonalnie jeszcze nie i wtedy pomaga czas i otwarosc wspieram mocno i gratuluje prawdziwosci

    Odpowiedz
  11. Magdalena Tryka

    I co ja mam powiedzieć? Biorę Miśka jutro nad morze, pojutrze do małapiego gaju, niech chłopak ma coś od życia :) Pojedziemy kaczuszki karmić nad morze, posiedzimy w piaskownicy i placu zabaw, a reszta sama jakoś się potoczy :))

    Odpowiedz
  12. Ewelina

    Tak właśnie radzimy sobie ze zmianą, my ludziki. Kiedy wydarza się coś niespodziewanego, coś trudnego dla nas, zazwyczaj najpierw jest negacja , bunt. Potem powoli się z tym oswajamy i wreszcie na koniec akceptujemy, rozumiemy. Ba – zaczynamy współdziałać.

    Bunt przeciwko tej sytuacji jest zupełnie ludzki a jak dokłada się matczyne rozżalenie, że Michałek lepiej miałby się w domu, to zupełnie się nie dziwię pani Magdo. Ja bym pewnie w ścianę kopała – no, tyle że trzeba byłoby cicho, żeby lekarze nie słyszeli, i nie za mocno żeby nie uszkodzić ściany ;-) Więc dobrze że jest blog, można pokopać słowem ;-) A my te słowa odbieramy i ślemy pozytywną energię.

    Trzymam kciuki z całego serducha, żeby Michałek jakoś się oswoił – może ten tydzień czekania, bez zabiegów, nie będzie taki zły. I dla Pani dużo siły ( i szybkiego wskoczenia na level akceptacja – wtedy wszystko stanie się prostsze :) :) ) )

    Pozdrawiam serdecznie,
    Ewelina

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.